Łęczanie: Jan Randýsek

Łęczanie i ich potomkowie na świecie. Dokąd zaszli, dlaczego zaszli tak daleko i co teraz robią? Nam opowiedzieli o swoich losach, wyborach i pasjach.

Jan Randýsek

Gdyby historia miłości jego rodziców, Czeszki i Polaka, potoczyła się inaczej, być może dzisiaj Jan Randýsek mieszkałby w Łękach, a nie w czeskim miasteczku Brumov–Bylnice koło Zlina. Los jednak chciał inaczej. Po wojnie Jašo nie ustawał w poszukiwaniu rodziny w Polsce. Odnalazł ją, gdy był już po czterdziestce. Nikt nie miał wątpliwości: – To wykapany tato – powiedziała na powitanie siostra jego ojca.

Jan Randysek portret

Kiedy pierwszy raz odwiedziłeś Łęki?

Dzisiaj już nie pamiętam dokładnie, ale było to zapewne w latach 70. ubiegłego wieku. Nie były to jednak prawdziwe odwiedziny, jako że wtedy nie przyjechałem do Łęk specjalnie. Zresztą wtedy, mimo że mówiono o bratnich krajach, nie było tak łatwo wyjechać za granicę, nawet do Polski. Więc wraz z żoną wybraliśmy się na wycieczkę w te strony. Jechaliśmy miedzy innymi z Dukli do muzeum do Bóbrki. Odłączyliśmy się od wycieczki i wysiedliśmy w Równem, skąd na piechotę przyszliśmy do Łęk. Jednak wtedy nie mieliśmy zbyt dużo czasu. Pytaliśmy w kilku domach o rodzinę mojego taty Jana Wierdaka, ale niestety, skierowano nas do nie właściwego domu. Musieliśmy wracać, aby wycieczka nie odjechała bez nas.

Ale wiedziałeś, że jeszcze tu wrócisz?

O tak, byłem tego pewny. W końcu szukałem mojego ojca odkąd dorosłem. Brałem mapę i patrzyłem, gdzie jest miejscowość, z której pochodzi. Moja mama wiele o nim wiedziała, znała przedwojenny adres taty. Wiedziałem, że muszę go odnaleźć. Pisałem do rządu w Warszawie, odpisali mi, że nic o nim nie wiedzą. Potem napisałem do urzędu do Krosna, w końcu odpisano mi, że mój tato nie żyje. Zmarł 21 lutego 1946 roku, w dniu swoich 46. urodzin, bo był z 1900 roku. Został pochowany na cmentarzu w Krygu, gdzie wtedy pracował. Tak więc kiedy odwiedziłem Łęki, wiedziałem już o tym, że mój ojciec nie żyje, ale chciałem odnaleźć jego rodzinę. Wiedziałem, że pochodził z Łęk Dukielskich i że miał dwie siostry, brata, kuzynów.

 Agnieszka Wierdak i od lewej Władysław Antonina Bronisława i Janaaa

Jan Wierdak, ojciec Jana Randýska  – stoi pierwszy z prawej, wraz z mamą Agnieszką z Baryłów, starszym bratem Władysławem, siostrami: Bronisławą i Antoniną. Zdjęcie wykonano najprawdopodobniej około 1908 roku na progu domu w Łękach Dukielskich, który jeszcze istnieje.

Babcia Regina z Czajkowskich Barylinaaaa

Ojciec Jana Randýska, Jan Wierdak, siedzi na trawie pierwszy z prawej. Od lewej siedzi jego mama, Agnieszka z Baryłów Wierdakowa, obok niej pozostałe jej dzieci: najstarszy Władysław (siedzi na trawie po lewej), najmłodsza Antonina (na kolanach) i Bronisława. Po prawej siedzi Aniela z Fryśków Baryłowa (bratowa Agnieszki) ze swoim najstarszym dzieckiem. W ostatnim rzędzie stoi w środku Regina z Czajkowskich Barylina, mama Agnieszki, a prababcia Jana Randyska. Obok niej jej młodsze córki: Ludwika po mężu Jaracz i Franciszka po mężu Czelny.

No właśnie, u niektórych krewnych wywołałeś popłoch. Obawiali się, że może będziesz chciał im odebrać majątek po ojcu? Nie byli zadowoleni, że nagle się objawiłeś.

Na szczęście nie wszyscy tak się zachowali. Większość bardzo się ucieszyła. A najmłodsza siostra mojego ojca, Antonina, czyli moja ciocia, nie miała wątpliwości i aż wykrzyknęła na mój widok: To wykapany tato. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Tak samo było z moimi kuzynami, zwłaszcza ze Zbyszkiem, synem drugiej siostry mojego taty, Bronisławy, z którym do dzisiaj się odwiedzamy i bardzo się lubimy, czy Tadeuszem, synem Władysława, starszego brata ojca. Poznałem i zaprzyjaźniłem się też z kuzynami mojego ojca, z Leonem i Fredziem. Dowiedziałem się, że oni wiedzieli o moim istnieniu, ale nie znali szczegółów. Naprawdę, nawet w najśmielszych snach nie sądziłem, że po czterdziestu latach moja rodzina tak bardzo się powiększy, że będę miał tylu kuzynów ze strony taty. Na ile zdrowie pozwala, wciąż się odwiedzamy. Dwukrotnie byłem w Łękach jeszcze z mamą, która już nie żyje, a potem z żoną, z dziećmi, a nawet z wnukami. Odwiedzam kuzyna w Zakopanem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jašo Randýsek często odwiedza kuzyna w Zakopanem.

Właśnie, przywiozłeś do Łęk, i to dwa razy, swoją mamę, Boženę Randýskovą. Była bardzo wzruszona podczas wizyty w Polsce.

Tak, stała nad mogiłą taty na cmentarzu w Krygu i płakała. A potem zasadziła na jego grobie róże. Ona bardzo mojego ojca kochała. Zresztą wzajemnie. Los był jednak dla nich okrutny.

oktober 2014 (73)B                             oktober 2014 (71)B

 Rodzice Jana – Bożena Randýskova i Jan Wierdak

Te róże są bardzo wymowne. Symbol ich miłości z kolcami. Opowiedz o tym.

Mój tato, Jan Wierdak, przyjechał do Czech do pracy w poszukiwaniach naftowych. Pracował na kopalni w Hodoninie na Morawach. Jak się dowiedziałem od mojego kuzyna Zbyszka, wraz z nim pracowali tam także inni łęczanie: Kołacz Kuba, Kołacz Franciszek, Zborowski Michał. Nawiasem mówiąc także mój dziadek, Jakub Wierdak, też tu pracował i tu zmarł. Jest pochowany na cmentarzu w Brnie. W tym czasie, kiedy mój przyszły tato tu pracował, moja mama przebywała niedaleko, w Mistříni, u swojego stryja. Bo jej stryj miał rzeźnię i gospodę i moja mama mu pomagała w jej prowadzeniu. Tato i inni Polacy przychodzili tam na obiady. I tak się poznali. Ja urodziłem się 18 sierpnia w 1932 roku w miejscowości Malá Lhota w powiecie Valašské Meziříčí. Potem rodzice mieszkali razem w miejscowości Bystřička. Chcieli się pobrać.

Dlaczego więc tego nie zrobili?

To nie było takie proste. Tato musiał załatwiać dokumenty z Polski, aby się ożenić. Gdyby jednak to zrobił, to nie wykluczone, że musiałby wrócić do wojska, a on tego nie chciał. A potem nagle musiał wyjechać z Czech do Polski.

scan 5

Od lewej: Jan Wierdak z ojcem Jakubem i mamą Agnieszką z Baryłów

W rodzinie mówiono, że przeszedł przez zieloną granicę, czyli po prostu z Czech uciekł.

Tak, musiał to zrobić. Od mamy wiem, że pracował wtedy u Baty. Miał swój samochód i świadczył tej znanej firmie obuwniczej ze Zlina usługi transportowe. Po prostu woził buty. Pewnego dnia jeden z jego kierowców spowodował wypadek i tato wiedział, że konsekwencje z tego powodu dla niego, jako właściciela auta, będą bardzo poważne. Zdecydował się wyjechać do Polski. Mama opowiadała mi, że na wyjazd zaszyła mu pieniądze pod podszewką płaszcza. Pożegnali się i obiecali pisać do siebie.

oktober 2014 (72)BNa zdjęciu obok i poniżej ojciec Jana – Jan Wierdakz albumu Basi 2

Czy pamiętasz w którym to było roku, kiedy tato wyjechał z Czech?

Dokładnie nie wiem, ale to mógł być rok 1937. Miałem wtedy cztery albo pięć lat i pamiętam ojca jak przez mgłę. Pamiętam właściwie taką sytuację, że siedziałem z nim na motorze. Nic więcej.

I co potem?

Cisza. Moja mama nie otrzymała ani jednego listu od ojca. Teraz wiem, że i tato nie otrzymał od niej ani jednej korespondencji, mimo że obydwoje do siebie pisali?

Jak to? Co się działo z listami?

Listy taty pisane do mojej mamy przechwytywała jej kuzynka Maria, właściwie taka jej przyszywana siostra. Była starsza od mojej mamy i sprawowała nad nią opiekę, jako że jej mama przebywała w Wiedniu.

Dlaczego to robiła?

Bo nie chciała, aby moja mama czekała na tatę. Uważała, że nic z tej znajomości nie będzie. Więc wmawiała mamie, że tato o niej zapomniał, że nie pisze, że pewnie ma już inną dziewczynę. W końcu mama w to uwierzyła.

Ale skąd o tym wiesz, że Maria te listy przechwytywała?

Wyjawiła to mojej mamie przed śmiercią, bo pewnie gryzło ją sumienie.

No dobrze, ale Twoja mama także pisała listy do taty.

Tak. I on tych listów także nie otrzymywał. Jej listy z kolei chowała przed tatą jego siostra. Sama to powiedziała. Przyznała się do mojej mamy. Mama jej przebaczyła. Bardzo się polubiły.

To niesamowite, elegancko mówiąc, choć cisną się na język ostrzejsze słowa…

Jak widać, obydwie rodziny nie chciały, aby tych dwoje się znowu spotkało. No a potem wybuchła wojna. Kiedy ja rozpocząłem poszukiwania ojca, on już nie żył. Jak wspomniałem wcześniej, zmarł tuż po wojnie, w 1946 roku. Nigdy się nie ożenił. Też pewnie był przekonany, że moja mama o nim zapomniała. A wiem, że tak nie było, choć założyła rodzinę, miała jeszcze córkę, moją przyrodnią siostrę.

oktober 2014 (69)B

Grób ojca Jana na cmentarzu w Krygu

Masz jakieś pamiątki po swoim ojcu?

Niewiele. Miałem po tacie zegarek, a muszę wspomnieć, że mój tato naprawiał zegarki. Piękny, takiego wtedy nikt z chłopców w okolicy nie miał. Byłem bardzo dumny z tego zegarka. Ale przechodziłem przez rzekę i wpadł mi do wody. Już go nie znalazłem. I jeszcze buty miałem po ojcu. Chodziłem w nich jak dorosłem. Takie porządne, skórzane buty od Baty. No ale je schodziłem. Tak więc nic po tacie nie mam. Od rodziny z Polski otrzymałem kilka fotografii. A w domu została książeczka ojca, jako pracownika firmy Bata.

oktober 2014 (63)B

To jedyna pamiątka po ojcu – książeczka pracownicza taty, który u Baty rozwoził buty. Poniżej zdjęcia taty założona fotografia syna, Jana.

Teraz swoją niecodzienną historią rodzinną dzielisz się z wnukami. Wcześniej z synem i z córką. Jak ją przyjmują?

Tak, moje dzieci znają historię moich rodziców. W końcu płynie w nich polska krew.  Córka Jana i syn Rostia, kilkakrotnie byli ze mną w Polsce. Także wnuki: Jan junior, Weronika i Dominika.

Jan Randysek z rodziną podarowane Antosi w 1975 roku

Jan Randýsek z rodziną – zdjęcie które Jan podarował swojej cioci Antosi w 1975 roku. To prawdopodobnie wtedy po raz pierwszy spotkał się rodziną w Polsce.

A na 50-lecie ślubu, kilka lat temu, zaprosiłem moją żonę Anežkou w podróż sentymentalna do Polski, śladami mojego taty. W końcu jestem w połowie Polakiem. I potomkiem łęczanina, rzecz jasna.

Wysłuchała Jolanta van Grieken-Barylanka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *